Biegnę z
pracy,
Muszę jeszcze zrobić obiad.
Stoję na przejściu dla pieszych.
I naprzeciw mnie dostrzegam:
Starszego pana z wystruganą drewnianą
Laską w lewej dłoni,
Psem u boku i w ciemnych okularach-
-choć to był pochmurny dzień.
W dodatku jedną ręką prowadzi
Wózek straszej kobiety, której szepcze coś na ucho.
Pomyślałam… poczekam aż przejdą na tę stronę.
Są już obok, zapytałam więc czy pomóc –
- wyglądali na
zagubionych.
Starszy Pan, uśmiechnął się
Złapał mnie za rękę i dał mi
Białą laskę, widoczną z daleka.
Powiedział:
„Niech ona cię prowadzi, tak jak mnie przez
niewidomy świat wśród widomych ludzi”.
Potem pogłaskał mnie po głowie,
Tak jak dziadek sprzed laty.
Po chwili odeszli, zniknęli za rogiem.
Teraz to już sama nie wiem,
Czy widziałam siebie w pośpiechu
Czy niewidomego Pana,
Ze straszą kobietą i psem u boku.